Zawsze kochał przyrodę i wypoczynek na łonie natury. Zanim objechał świat z przyczepką własnej konstrukcji, przez dziesięć lat nocował podczas urlopu pod namiotem. W końcu pomyślał o nieco innej formie spędzania wolnego czasu – równie niezależnej jak życie pod namiotem, ale bardziej wygodnej. I tak narodził się pomysł stworzenia własnej przyczepy kempingowej. Pan Edmund Łepek z Bydgoszczy, urodzony w 1924 roku w Tczewie - jest samoukiem, jeśli chodzi o budowę przyczep. Zawodu elektryka, który wykonywał całe życie, nauczył się od starszych kolegów. Młodość spędził w Niemczech na robotach przymusowych. Kiedy zaczął realizować swoje plany budowy składanej przyczepy mieszkalnej, znajomi nie wierzyli w sukces tej idei.
Debiut samouka
Budowę pierwszej przyczepy pan Edmund rozpoczął jesienią 1969 roku, a zakończył wczesną wiosną 1970. Czasy te, oprócz wielu wad, miały też zalety: nie była jeszcze wówczas wymagana rejestracja pojazdów tego typu. Niestety, trudno było za to zdobyć dobre materiały budowlane. Pan Łepek miał jednak kolegę w zakładzie stolarskim, który pomógł mu zaopatrzyć się w elementy potrzebne do realizacji projektu. Zanim tczewianin przystąpił do prac, podpatrzył polską produkcję przyczep kempingowych w Niewiadowie. W Polsce mało popularne były jeszcze pojazdy tego typu, ale pracownicy fabryki przyczep Niewiadów udzielili panu Edmundowi kilku wskazówek i porad. „Sam1” był przyczepą większą - szerszą i wyższą - od tych produkowanych w Niewiadowie; można było w niej stać bez konieczności pochylania się. - Zdarzało się, że w przyczepie siedziało i biesiadowało aż dwanaście osób! - wspominają pan Edmund, żona i koledzy. Pojazd zbudowany był ze sklejki angielskiej 10-milimetrowej klejonej na zimno, a przy następnych przyczepach - na gorąco. Pan Edmund cały czas miał na uwadze ciężar przyczepy. Chciał, żeby pojazd był możliwie najlżejszy. Budować pomagali koledzy z zakładu stolarskiego Hechlińskich, ale stale pod nadzorem pana Edmunda. Wszyscy dookoła dziwili się jak może powstać z tego składana przyczepa kempingowa. Żartów nie brakowało, lecz to tylko jeszcze bardziej motywowało pna Edmunda.

Edmund Łepek. Nestor polskiego caravaninguA jednak!W maju 1970 roku pan Edmund zdecydował się na pierwszą wyprawę “Samem1”. Do Tlenia w Borach Tucholskich, a stamtąd aż do... Budapesztu. Podróż odbyła się bez większych niespodzianek. Nie wytrzymały tylko koła – przyczepa mieszkalna okazała się zbyt ciężka.
- Były to koła rolnicze, bo tylko takie udało mi się wtedy zdobyć - wspomina pan Edmund. - Zawieszenie natomiast - od motoru. I dojechaliśmy tym sprzętem do Budapesztu, stamtąd jeszcze zdążyliśmy wrócić w polskie góry, gdzie już jednak opony się “rozjechały”. Zdołałem je podreperować na tyle, żeby dotrzeć do naszego domu w Bydgoszczy.
„Sam 2”, „Sam 3”, „Sam 4”Człowiek uczy się na błędach. Kolejne przyczepy pan Edmund starał się ulepszać. Pamiętając o doświadczeniach z “Samem1”, pozmieniał niektóre elementy. Przyczepy trzecia i czwarta miały już koła od Fiata 126p. Wyobraźnia pana Edmunda nie znała granic. Pomysłów na zastosowanie i urozmaicenie przyczepy było wiele - nawet taki, żeby dach pojazdu służył jako... ponton. Jednak autor przedsięwzięcia był też realistą i po dokładnej analizie pomysłu, zrezygnował.
Każda jego przyczepa rozkładała się i składała w ciągu czterech minut. Zaletą takiego pojazdu było niewątpliwie łatwiejsze podróżowanie – podczas jazdy przyczepa nie stawiała oporów powietrzu, a także nie zasłaniała widoków przez tylną szybę ciągnącego ją auta. W tamtych latach szczególnie ważna była oszczędność paliwa, ponieważ dobro to było dostępne tylko na kartki.
- Najbardziej wysłużoną z przyczep był “Sam 3”. - mówi pan Edmund. - Zarówno ja, jak i drugi jej właściciel, objechaliśmy nią wiele krajów, m.in. Bułgarię, Turcję, Finlandię, Norwegię, Niemcy. Trzeci model przyczepy pan Łepek sprzedał zainteresowanemu z Inowrocławia, który akurat wybierał się w dalszą podróż i bardzo chciał kupić taki składany pojazd. Ostatnią (czwartą) przyczepę kempingową pan Edmund zaczął budować pod koniec lat 80. i był jej właścicielem do 2008 roku. Zarówno bohater tego artykułu, jak i jego własnoręcznie zbudowane przyczepy, znani są wśród caravaningowców w większości dużych miast w Polsce: Krakowie, Warszawie, Bydgoszczy, Częstochowie, Radomiu. Także za granicą.
Dziesiątki zlotów...Zostały wspomnieniaPan Edmund Łepek do dzisiaj z dumą i uśmiechem na twarzy opowiada o swoich dokonaniach. Dobrze pamięta podróże z przyczepą. Dodaje, że ideą stworzenia takiego składanego pojazdu zarazili się od niego caravaningowcy z Polski i z zagranicy. Zgłaszali się do pana Edmunda z propozycjami współpracy lub prośbami o pomoc.
- Byli też tacy, którzy prosili mnie o zbudowanie przyczepy specjalnie dla nich. I już był moment, że pomyślałem o rozpoczęciu produkcji na szerszą skalę, ale szybko z tego zrezygnowałem. Tworzyłem bowiem te pojazdy dla przyjemności. Tak naprawdę na założenie i prowadzenie firmy nie miałbym czasu.
Marek Bielawski i Adam Wyczling, koledzy pana Edmunda, świetnie bawią się, wspominając dawne lata:
- Edziu był najbardziej wesołym kolegą na wszystkich zlotach. Tańczył, zabawiał wszystkich rozmową, humorem. Użyczał sprzętu oświetleniowego i grającego. Dusza towarzystwa!
Joanna Gracek