Forumowicze CamperTeamu rozpoznają autora czerwcowego wpisu z ubiegłego roku. Niedawno Świstak, emerytowany żołnierz, zameldował naszej redakcji: 12-metrowiec gotowy do pierwszej podróży!
Asię i Arka z Chojnowa (okolice Legnicy) poznaliśmy bliżej podczas trzecich “urodzin” CamperTeamu (patrz relacja.na str...). Brać caravaningowa przywitała ich gromkim: GDZIE MILKA?! Czy aby na pewno istnieje? Bo może to jakaś ściema, że budujecie takiego wielkiego kampera. Konstruktor uciął wszystkie insynuacje zapewnieniem, że do ukończenia prac zabrakło dosłownie dwóch tygodni czasu.
- Ręce mam tylko dwie, a dzień krótki. Za to już dziś zapraszam na chrzest Milki!
Chrzciny czy parapetówa?Chrzciny kampera to przyjęty zwyczaj w gronie caravaningowych przyjaciół. W przypadku Milki – bo tak swój dom na kółkach nazwali właściciele, sprawa może być dyskusyjna. W końcu ów kamper bardziej kojarzy się z mieszkaniem. 25 metrów kw. powierzchni, obszerna łazienka, osobne pomieszczenie kuchni i jadalni, oczywiście pokój-sypialnia - a to wszystko na bazie 12-metrowego autobusu miejskiego marki Renault R312 (wersja PS09B1). Równie imponujący jest napęd: toż to prawie10 litrów pojemności diesla z turbodoładowaniem. No i ta masa: DMC to aż 12 ton!
- A to oznacza, że ze spokojem załadujemy na pokład blisko 2 tony ekwipunku. Na pewno będziemy zabieraqć na pokład motocykl, bo inaczej gabaryty kampera nie pozwoliłyby nam na mobilność podczas podr óży zorientowanych na zwiedzanie– wyjaśnia Świstak. - Motorower już nawet został zakupiony, ja zwracałem uwagę na minimalną ilość plastików i duże, wąskie koła, a żona wybrała kolor... .
Kolor – jaki jest, każdy widziKwestia upodobań kolorystycznych żony zaważyła już na etapie poszukiwań autobusu. Podobno o decyzji dobicia targu zdecydowało takie a nie inne malowania oblachowania Renault. Dlaczego Milka? Otóż nie inaczej przezwali niecodzienny nabytek entuzjastów caravaningu mechanicy ze Zgierza, którzy utrzymywali jego dobry stan gdy kręcąc się tam i z powrotem na trasie Łódź – Zgierz pokonywał 400 kilometrów każdego dnia. Fioletowy lakier zapewne przywodził fachowcom na myśl miłe (i słodkie) skojarzenia.
Jest fioletowy i miał takim pozostać. Jednak w czasie prac blacharskich musiałem dopasowywać farbę pod istniejące kolory. I jakbym nie mieszał pigmentów - zawsze zamiast fioletowego wychodził mi różowy.
Pół roku dyskusjiAdaptacja autobusu na potrzeby caravaningowe nabrała rozmachu już po pierwszym wpisie na forum.
Pomysłodawca spotkał się z ogromnym zainteresowaniem entuzjastów podróży kamperami. Zaczęły pojawiać się pierwsze słowa dopingu, sugestie i podpowiedzi. Do dziś dyskusja na rozliczne tematy (od dywagacji na temat wyboru materiału izolacyjnego poszycia, po konsultacje przy okazji adaptacji oświetlenia akcentowego z... lampek choinkowych LED) mieści się na ponad stu stronach wątku: “Autobus – kemping; w dziale: Kamper – technika, budowa, eksploatacja, porady.” Na każdym etapie założyciel wątku dzielił się spostrzeżeniami z postępu prac, a zainteresowani słali odpowiedzi na dręczące pytania.
- Wrażenie było niesamowite. Kiedyś opisałem trapiące mnie problemy techniczny, kiedy podłamała mnie nieudana renowacja elektrycznej pompki obiegowej, a w kilka dni później otrzymuję przesyłkę z idealnie pasującym podzespołem węgierskiego Ikarusa - prezent od forumowicza. Takich i podobnych wzruszających sytuacji było więcej – wspomina budowniczy.
ŚwistakJest zupełnie świeżym caravaningowcem. Milka jest też jego pierwszym sprzętem. W dużej mierze korzystał z doświadczenia starszych forumowiczów. Niemal każdego dnia relacjonował przebieg prac co natychmiast wywoływało późnonocne dyskusje na forum.Co ciekawe, niemal wszystkie prace trwały pod gołym niebem, na przydomowej działce. Pomagała rodzina i znajomi. Ten udostępnił kanał na kilka dni, inny pomógł wyspawać i ocynkować zbiorniki na wodę. Na szczęście, z nastaniem zimy udało się wejść z robotą do wnętrza.
- Wszyscy dopingowaliśmy Świstaka. Nie obyło się bez kilku anegdot. Nawet pseudonim, jaki nosi, wymyśliliśmy mu właśnie my. Jego pionierskie przedsięwzięcie przywołuje w końcu na myśl bohatera znanej reklamy telewizyjnej – wspomina Tadeusz Sakowski, rzecznik klubu CamperTeam.
Dylematy konstruktoraNajwięcej dylematów przysporzyła kwestia wyizolowania poszycia i... wyboru źródła ciepła adekwatnego do ogromnej kubatury. Kamper ma (jak na razie) pojedyncze szyby – takie jak w oryginale, rocznik 94'. Właściciel niespecjalnie przejmuje się ryzykiem korozji. W końcu tego typu pojazdy musiały być uodpornione na wzmożony przepływ potoku pasażerów, a ci, jak wiemy, zimą skutecznie wnoszą do wnętrza niemałe ilości śniegu na butach i wierzchnich ubraniach. O ile też zapotrzebowanie energetyczne będzie duże, to jednak zmniejszyła się liczba mostków cieplnych. Z ogromnej powierzchni przeszklonej pozostały szyby w: kuchni, jadalni, „kawałek” w łazience i jeszcze jedna w sypialni. Na postoju piecyk Trumy z przyczepy wspomagać będzie elektryczna nagrzewnica (2000W) i ogrzewanie Webasto (diesel 10 kW), sprzężone z nagrzewnicami oraz 70-litrowym bojlerem ciepłej wody.
Garść patentów i szczypta fantazji Zbiorniki na wodę czystą to aż 750 l. Podobnie pojemne są te na wodę szarą. Na wyposażeniu znalazła się – uwaga! - przepompownia ścieków, z filtrem własnej konstrukcji. Jest oczywiście ubikacja chemiczna i ponadstandardowy zbiornik gazu (70 l) oraz dodatkowo butla 11 kg „na czarną godzinę”.
- Budując zbiornik wody czystej zamontowałem w nim wężownicę, która zapewni mi możliwość sterylizacji i wykorzystania tej ogromnej masy wody jako akumulatora ciepła dla znajdującej się powyżej sypialni – chwali ciekawe rozwiązanie twórca.
Ciekawych wynalazków jest więcej. Ważna była samowystarczalność, więc na stałe zamontowany został uruchamiany zdalnie 4,5-kilowatowy agregat. Komfortu dopełnia przetwornica napięcia, kilka prostowników i rozdzielnia elektryczna, której nie powstydziłby się mały zakład! Jest układ zdalnego sterowania wydajnością ciepła, alarm – a jakże - własnego pomysłu. A do tego: sejf, drzwi otwierane na kod i klimatyzacja części mieszkalnej... .
A teraz...Półroczne zmagania z budową prawdziwego domku na kółkach dobiegły końca. Małżeństwo w pierwszą daleką podr óż wybierze się najpewniej do Hiszpanii i Grecji. Podróże będą wydłużane w miarę wzrostu zaufania do zastanego podwozia. Budżet w dużej mierze będzie ograniczony apetytem kampera na paliwo. W końcu nawet lekko traktowany pedał gazu skutkuje na trasie ubytkiem ok. 20 litrów ropy na „setkę”. Wygodny nocleg znajdzie w nim szóstka podróżnych.
Wnętrze kusi nader przestronnym układem zabudowy. Dość powiedzieć, że korytarz ciągnący się wzdłuż pomieszczeń jest wyjątkowo szeroki i swobodnie może pełnić rolę... małego parkietu tanecznego dla kilku par.
Cóż, w końcu koncepcję budowy kampera streścił pomysłodawca nad wyraz sugestywnie: ma być duży i bezkompromisowy! I taka jest Milka. Może ją spotkacie.
Rafał Dobrowolski
Żona śpi spokojnie- Fioletowo-różowa Milka prezentuje się bardzo kobieco. Co żona na to? Żona nie może być zazdrosna. Uznała, że kaprys budowy takiego kampera to niezła recepta na wolny czas emeryta, którym jestem od niedawna. Idea kiełkowała mi w głowie od blisko 25 lat. Już jako kilkunastolatek podróżować podobnymi autobusami do szkoły w Legnicy. Marzyłem, by kiedyś móc taki prowadzić, poruszając się gdziekolwiek mi się zamarzy.
No i się spełniło! Jednak ani w technikum, w którym zrobiłem prawo jazdy kat. BT, ani nawet w Szkole Chorążych Wojsk Łączności w Legnicy, nie znalazłem czasu na zdobycie uprawnień do prowadzenia większych pojazdów. P óźniej były studia, rodzina, zmiany garnizonów. Przełożeni uznali, że bardziej przydatny będzie kurs jazdy ekstremalnej - pojazdami terenowymi i gąsienicowymi.
Tak wiêc zdobycie niezbêdnych kwalifikacji... – ...podzielone było na wiele etapów rozłożonych w czasie. Praca koncepcyjna również zaczynała się od rzeczy niewielkich; od problemu zróżnicowanych napięć zasilających, poprzez problemy kwitnącej wody, a na aspektach prawnych skończywszy. Gdy skutecznie rozwiązałem wszystkie powyższe kwestie, rozpoczęliśmy poszukiwanie bazy oraz dawcy.
Rozumiem, że bazę stanowi okazyjnie kupiony autobus, który zakończył służbę na szlakach komunikacyjnych Zgierza. A dawca? Właściwie autobus zakupiłem dopiero po zapewnieniu sobie dawcy. Impulsem do rozpoczęcia prac był zakup dwuletniej przyczepy, dawcy wyposażenia wnętrza. To wielka zasługa żony. Znalazła rozbitą przyczepę, którą pewien Szwed nieszczęśliwie położył na boku, niszcząc kompletnie jedną ze ścian. Szkoda okazała się nieodwracalna, więc z zadowoleniem przystał na propozycję odsprzedaży wraku. Udało mi się za bezcen zaadaptować wszystkie kosztowne akcesoria: kompletną zabudowę kuchni, łazienki, oczywiście także lodówkę, a nawet ogrzewanie. To ostatnie pełni jedynie funkcję dodatkowego źródła ciepła. W końcu kubatura Milki jest kilkukrotnie większa!
- Żona jednak żałuje, że nie zmieściła się kompletna kabina prysznicowa z hydromasażem. Za to ma pojawić się jeszcze zmywarka do naczyń. Faktycznie, zabrakło raptem kilku centymetrów do sufitu, bowiem wysokie na 2,40 m wnętrze autobusu obniżyło się po tym, jak postanowiłem wynieść w górę o 15 centymetrów ocieploną podłogę. Również sufit musiał zostać obniżony aby krzywizna dachu i ścian nie przeszkadzała w budowie mebli. Zmywarka się przyda, w końcu planujemy odbywać naprawdę długie podróże po Europie, a taka maszyna pozwoli zaoszczędzić mnóstwo wody. Średnia prędkość nie będzie duża, więc często będziemy pewnie biesiadować na trasie.
- Średnia prędkość – czyli?- Autobus miejski dobrze czuje się przy prędkościach rzędu 60 km/h, chyba że - zgodnie z podpowiedziami kolegów z forum – wymienię tylny most. Ale to już przeróbka dość poważna jak na ogrodowe prace... .
- Gdy ktoś buduje dom, to zwykle przekracza założony budżet... . A ty? Przekroczyłem ten rachunek o ok. 40-50 procent, więc chyba trzymam się polskiej normy.
Rozmawiał RD